poniedziałek, 30 grudnia 2013

PROLOG

Był chłodny i wietrzny wieczór. Słońce dopiero co zaszło i schowało się za wysokimi górami, a w oddali słychać było cicho płynącą rzekę. Wysoka i wyprostowana postać zmierzała szybkim krokiem w kierunku polany. Ubrana była w długą, sięgającą ziemi niebieską szatę, co sprawiało, że wyglądała na jeszcze wyższą niż była w rzeczywistości. Spiczaste uszy wystawały spod długich i prostych jasnych włosów, a niebieskie przenikliwe oczy co chwilę rozglądały się z niepokojem po ścianie lasu, jakby ich właściciel za nic nie chciał zostać zauważony.
                Wysokiej i tajemniczej postaci udało się dojść do niewielkiej polany. Z niecierpliwością rozejrzała się wokół siebie i dostrzegła pewien cień ukryty za drzewami.
-Astegusie… to ty?
Ciemnowłosy mężczyzna wyłonił się spomiędzy drzew z lekkim uśmiechem na twarzy.
-A kogo innego się mogłeś spodziewać? Mało kto przychodzi w to miejsce.
-Zdziwiłbyś się. Mój syn mimo moich zakazów często się tu zapuszcza wraz ze swoimi bezmyślnymi przyjaciółmi. Ale to nie jest teraz ważne, dobrze wiesz, że jest coś, co musimy natychmiast przedyskutować.
Ciemnowłosy spochmurniał i podszedł do swojego przyjaciela. Był tylko trochę od niego niższy, lecz poza tym i kolorem włosów mało się różnili.
-Nikt nie może się o tym dowiedzieć, pamiętaj.
-No tak, oczywiście, ale co się stanie z…
-Nie zostanie tutaj, to byłaby hańba- przerwał mu blondyn. –Liczyłem, że będziesz miał jakiś pomysł.
Niższy zamyślił się na chwilę.
-Znam kogoś, kto mógłby pomóc.
-Ahh… cudownie! Wiesz gdzie ono jest. Po prostu je zabierz jak nikogo nie będzie.
-Ale wiesz, że jeszcze jest czas na zmianę zdania, mój drogi Thranduilu.
Przez chwilę na jego twarzy można było zauważyć cień wahania, lecz teraz nie dało się dostrzec na niej żadnych emocji.
-Po prostu to załatw- powiedział i odwrócił się.
Brunet westchnął ciężko, ale odszedł energicznym krokiem w stronę lasu.
                Król Leśnego Królestwa powoli ruszył w drogę powrotną. Jego twarz wykrzywiona była bólem, co było dosyć rzadkim zjawiskiem. Po drodze nie spotkał nikogo. Towarzyszyły mu tylko odległe pohukiwania sów i szum targanych przez wiatr liści. W jego głowie tylko jedna myśl dawała o sobie nieprzerwanie znać: „Ona nigdy nie dowie się prawdy.”

1 komentarz: